SEIKO Sportura FC Barcelona

Logowanie

  • Login:

  • Hasło:

Wyszukiwanie

Osób online:

Zalogowanych:
top
barca,barcelona

FC Barcelona

Barca

Barcelona

Barça

barca,barcelona
Dyskurs toczył się na wielu płaszczyznach: od wymowy nazwiska brazylijskiego defensora, przez telewizyjnego kopciuszka, jakim jest Sportklub, aż do samego komentatora tejże stacji, który wywołał ostatnio wokół swojej osoby niemały szum. Przez chwilę byliśmy również w Hiszpanii i Ameryce Południowej…

- Pan to ma w sobie coś z Mourinho.

- Ja? Co pan, ja zwykły chłopak jestem. On podczas minuty zarabia tyle, ile ja w ciągu kwartału. Przykro mi, zła diagnoza.

- Nie, dlaczego? Całkiem trafna. Albo się pana kocha, albo nienawidzi.

- (śmiech)

- Źle mówię? Tak kontrowersyjnego komentatora w naszym kraju dawno nie było: ludzie na forach albo rozpływają się nad pana kolejnymi cytatami, albo grzmią, że gdy tylko pana usłyszą, wyłączają głos z odbiorników. Raczej nikt nie przechodzi koło pana komentarza obojętnie.

- I chyba się z tego powodu cieszę. Nie lubię letnich rzeczy, letniego podejścia do spraw. Chociaż podobno tak jest najzdrowiej. Mam nadzieję, że mimo wszystko więcej jest pozytywnych postów, opinii. Dobre głosy nacierają do mnie raczej od tych, którzy kojarzyli mnie już sprzed Gran Derbi: czy to z lig południowoamerykańskich, czy z Bundesligi. Wiedzą, jaki jestem, podoba im się to. A te gorsze - cóż, pojawiły się po meczach Barcelony. Ale to nie jest nawet jeden procent tego, co skomentowałem.

Przyznaję się bez bicia: mój styl jest nieco alternatywny. Nawet nie sugeruję się innymi polskimi komentatorami, bo... ich nie słucham. Nie mam na to czasu. Nie oglądam konkurencyjnych stacji, bo siedzę w pracy. Zresztą, nie ma co nawet porównywać Sportklubu - którego, swoją drogą, nie jestem nawet pracownikiem, zarabiam na życie czymś zupełnie innym - do największych telewizji w Polsce. Okej, to dla mnie fajna przygoda: przyjeżdżam do studia, robię, co do mnie należy, wracam do domu, inkasuję z tego jakieś tam pieniądze. Widział pan siedziby największych stacji w kraju? TVP, Polsat, Canal+, nSport - to wszystko są gigantyczne biurowce, jeszcze większe pieniądze, setki korespondentów, tysiące pracowników. Ogromne koncerny. A Sportklub? Proszę nie spaść z krzesła. To cztery pokoje. Poza administracją jest tam zatrudniony jeden człowiek, który koordynuje komentatorów, którzy z kolei ze stacją tylko współpracują. Przyjeżdżają do niej w wolnej chwili, jeśli akurat uda im się zmieścić daną transmisję w grafiku swojej właściwej roboty. Nie wiem, jak wyglądają zarobki najlepszych komentatorów w Polsce, ale podejrzewam, że moja zdolność kredytowa nie sięga nawet ich samochodom. A ja dojeżdżam do pracy tramwajem, moja córka chodzi do najnormalniejszego przedszkola, jadam w McDonaldzie, choć to niezdrowe. Jestem normalnym człowiekiem, nakręconym na Amerykę Południową. Mam tam rodzinę, zjeździłem spory kawał Brazylii, jako tako znam portugalski. Bez problemu dogaduję się z Brazylijczykami, z kilkoma będę nawet niedługo współpracował...

- Proszę mówić.

- Wszystko odbędzie się przy okazji projektu radiowego „Radio Brazylia”, który właśnie rozkręcamy razem z moim serdecznym przyjacielem informatykiem. Na początku robię podcasty, łączę to z blogiem, fanpejdżem, agregatorem wiadomości. Docelowo ma być to radio online. Trudno spodziewać się niebagatelnych zysków i dużej komercyjności tego przedsięwzięcia. Kokosów nie oczekuję. Tak sobie wymyśliłem, żeby w tym projekcie brali udział także Brazylijczycy. Znam wielu, mam jakieś tam kontakty, więc czemu nie? O wszystkim przekonają się państwo za tydzień, dwa, może miesiąc. Jesteśmy już w fazie testów.

- Czyli jest pan klasycznym przykładem pasjonata...

- Wie pan, kiedyś za młodu miałem bardzo ambitne plany, żeby zostać dziennikarzem, ale dość szybko uświadomiłem sobie, jak długa i trudna droga przede mną. Obserwowałem w radiu czy telewizji ludzi, którzy publicznie zabierają głos w sprawach, które ich kompletnie nie obchodzą, na których się kompletnie nie znają. Pomyślałem wtedy: skoro oni mogą, czemu ja nie? Przecież piłka południowa jest w moim życiu od zawsze, od dziecka. Pracowałem w zupełnie innych branżach, aż w końcu z pełną świadomością i premedytacją zrezygnowałem z całkiem niezłej posadki na rzecz samorealizacji za nędzne grosze i życia w małym wynajmowanym pokoiku. Ot, cała historia.

- „Pod względem wiedzy o południowoamerykańskiej piłce zawstydza nawet Wikipedię”. Prawda?

- Nie no, nie przesadzajmy. Uczę się. Cały czas czytam, oglądam, słucham, rozmawiam z tamtejszymi ludźmi. To jest mój konik. Wie pan, dlaczego ja nigdy nie lubiłem oglądać meczów w telewizji? Ci wszyscy komentatorzy mają nieprawdopodobną szansę, której większość z nas nigdy nie będzie mieć. Jeżdżą na fantastycznie turnieje, mundiale, do egzotycznych krajów, zwiedzają cudowne miejsca, poznają nowe kultury, ludzi, jedzą tamtejsze potrawy. O tym wszystkim przecież można opowiedzieć. To takie inspirujące. Ja tego nigdy nie słyszałem. Zupełnie, jakby komentowali ze studia w Warszawie. Dlatego ja w czasie meczów zacząłem opowiadać o Brazylii - jakieś anegdotki, gawędy. Przykład: Sao Paulo. Dlaczego jest tam tyle świetnych klubów? Z czego to wynika? Dlaczego jest tam aż 15 milionów ludzi? Co to są fawele? Czemu akurat samba? Albo kawa. Wie pan, ile ja już historii o niej opowiedziałem? Okazało się, że apetyty ludzi na tego typu komentowanie są ogromne. Sam jestem hobbystą i pasjonatem, robię to, co robię, również dla pasjonatów i hobbystów. Jeśli już ktoś zarywa nockę po to, by obejrzeć mecz ligi brazylijskiej, traktuję go na tyle poważnie, że staram się przemycić mu jak najwięcej ciekawych treści, które mnie samego inspirują. Pewnie wielu jest też takich, którzy mówią: „A ten Rabij to tylko ględzi i ględzi”. Może i tak. Ale taką drogę sobie obrałem i dobrze się z tym czuję.

- To teraz temat, którego nie mogło zabraknąć. Daniel „Alwis”. Słucham.

- Zacznijmy od tego, że język polski w Polsce, jako spadek po komunie, został bardzo zuniwersalizowany, ujednolicony. Ja pochodzę ze Śląska, a pan w ogóle tego nie słyszy - żadnych akcentów i naleciałości. Mieszkałem kawał czasu w Gdańsku. Tam też mało kto mówi po kaszubsku. Moim zdaniem to nie jest żaden powód do chwały, bo piękno kultury
wynika z jej różnorodności.

A co do legendarnego już Daniela... Tak naprawdę powinienem mówić „Ałwis”, to jest najwłaściwsza forma. Literkę „s” na końcu wymawiamy normalnie, jak w Polsce. Natomiast „e” nieakcentowane - a tam nie ma akcentu - artykułujemy jak krótkie „i”. Czyli „es” to „is”. I nikt się nie przyczepił do „l”, które mówię po polsku! A tak naprawdę, powinienem wymawiać je jak „ł”. I mocno się nad tym zastanawiam. Chyba zacznę praktykować „Ałwisa”, podbiję nieco bębenek.

Kibicom trudno zaakceptować to, że w różnych regionach Brazylii różnie się mówi. Nie można postrzegać całego świata z polskiej perspektywy. Proszę sobie wyobrazić, że w Chinach filmy kantońskie są dubbingowane po to, żeby ludzie mówiący po mandaryńsku wiedzieli, o czym one są. Pan sobie to wyobraża? Chińczycy z północy nie umieją dogadać się z tymi z południa.

- Nie no, ale co pan porównuje...

- Oczywiście tylko chcę pokazać, że nie wszędzie jest tak samo. Musimy akceptować inność. W ogóle śmieszy mnie, skąd się wziął ten „Alwesz”! Ciekawe jest to, że kompletnie zła wymowa tego nazwiska jest u nas akceptowana, a problem pojawia się, kiedy ktoś powiedział dobrze. W jednej ze stacji komentator na Gomeza mówi „Gomesz”. Dlaczego to nie wzbudza kontrowersji? Parę razy podawałem też przykład „Kujta”, „Kajta”, „Kałta”, „Kołta”. Trzy czwarte komentatorów mówi źle, sam nie mam pojęcia, która forma jest poprawna. Ale przyjmuję to. Nie piszę maili, nie dzwonię, nie wypisuję na forach. Skoro mówi to pan Lubański - co jak co, ale język flamandzki nie jest mu obcy - ja to przyjmuję za dobrą monetę. Jednocześnie zdaje sobie sprawę, że kiedy komentuję mecze ligi belgijskiej, popełniam setki błędów.

Apeluję do widzów: miejcie świadomość, że nazwiska nie zawsze wymawia się tak, jak się państwu wydaje. Po drugie, nie wymawiam „Alwis” po to, żeby zrobić na tym karierę, ale dlatego, że tak się po prostu mówi.

- Ale tak to trochę wygląda, że „Alwis” to forma autopromocji, szukanie taniego poklasku.

- To bardzo intrygujące, że fachowców znających się na wszelkich dialektach brazylijskich, można szukać ze świecą, a pół społeczeństwa zauważyło, że się rzekomo mylę. Proszę uwierzyć, znam kilku ludzi o takim właśnie nazwisku. Nigdy nie przedstawili się jako „Alwesz”.

- Okej, ale nikt na świecie nie respektuje ogonków czy kropek wynikających z reguł naszego języka. W efekcie nie ma karkołomnego Błaszczykowskiego, jest zwykły Kuba.

- Dokładnie tak. Ja zawsze podaję przykład Wałęsy. Raczej niemożliwe, żeby obcokrajowiec powiedział „Wałęsa”, prawda? Raczej będzie to „Łoleza”, co z naszym byłym prezydentem ma niewiele wspólnego. Dlatego powinni postarać się znaleźć kompromis pomiędzy „Łolezą”, który jest pójściem na skróty, a niemożliwym do wyartykułowania „Wałęsą”. Po prostu, dla sportu. Funkcjonujemy w sporcie, dla sportu też możemy troszkę pogłówkować. Puenta: jeśli da się nawiązać do oryginału, róbmy to. A jeśli ktoś wie lepiej, jak wymówić dane nazwisko, niech mi da znać. Zweryfikuję to, zapiszę sobie i w następnych relacjach będę o kilka literek bliżej ideału.

- To jeszcze trochę o Sportklubie. Wydaje mi się, że jesteście mało profesjonalną stacją, chociażby...

- Zaraz, zaraz. Pan oczekuje ode mnie, że na firmę, która mi płaci, będę mówił, że jest nieprofesjonalna?

- Inaczej nie umiem ocenić zakładania T-shirtów na meczowe studio.

- Nie bardzo rozumiem, dlaczego mecz piłkarski, który rzesza fanów ogląda, popijając piwo w zadymionych lokalach, miałby być serwowany przez facetów w garniturach. Proszę mi powiedzieć w ilu krajach podchodzi się do piłki w tak pompatyczny sposób? Przecież piłka nożna to nie jest koturnowa dyscyplina. Teatr, opera - okej. Sam często chodzę. Tam można się ubrać elegancko. Przyznam się panu szczerze... ja w ogóle nie mam marynarki. A bywalcem warszawskich teatrów jestem dość częstym.

Co tu dużo mówić - piłka nożna wywodzi się z tradycji plebejskiej, nie salonowej. Mnie bardziej odpowiada kibicowanie na trybunie, wśród ludzi i wszechobecnego krzyku niż w loży, przy winie i ludziach z wyższych sfer. Futbol to przecież radosna gra przeniesiona z podwórek, w którą nie grają profesorowie, ale prości chłopcy. Także spokojnie, bez patosu, nie nadawajmy piłce nożnej przesadnie ekskluzywnego znaczenia. Miałem okazję być w dwóch studiach telewizyjnych w Brazylii i ciężko tam znaleźć kogoś w garniturze. W Globo TV są T-shirty, wtedy, kiedy jest zimniej, panowie zakładają na nie marynarki. Znowu w Argentynie jest dosyć mocna garniturowa tradycja. Całe szczęście, że w Polsce jest pod tym względem swoboda. Osobiście do pracy preferuję koszule.

To, co ja lubię u chłopaków, którzy komentują w Sportklubie, to odpowiednie przygotowanie merytoryczne. Z tego powinniśmy być rozliczani. No, chyba że jest inaczej. Wtedy powinniśmy zapraszać do studia modeli.

- Wiadomo, forma nie może przesłonić treści. Okej, wybrnął pan. A ujawnianie swoich kibicowskich sympatii na antenie? To jest raczej mało etyczne.

- Wszyscy domagają się obiektywizmu, a jakby skomentować w taki właśnie sposób mecze reprezentacji albo polskich drużyn w europejskich pucharach?

- To jest zupełnie inna sytuacja, bo spośród oglądających mecze polskiej kadry, jakieś 95% widzów kibicuje tejże właśnie reprezentacji, a w derbach Hiszpanii sympatie układają się mniej więcej po równo.

- Czyli i tak połowa zawsze będzie niezadowolona. Gran Derbi wypełnia potężną rolę w naszej piłce, stając się swego rodzaju ekwiwalentem sportowych emocji, ze względu na, co tu dużo kryć, mierny poziom rodzimych rozgrywek. Proszę zobaczyć, jak ludzi ekscytują potyczki odległego Madrytu z równie odległą Barceloną, mimo iż większość z nas nigdy tam nie była. 20 lat temu, kiedy polski futbol stał jeszcze na odpowiednio większym poziomie, preferencje komentatorów meczu zagranicznego były kompletnie nieistotne. Bo to był mecz hiszpański, coś dla nas totalnie obojętnego, oprócz, rzecz jasna, wartości sportowej widowiska. Każdy komentator ma swoje sympatie, nie ukrywajmy, podobnie jak każdy dziennikarz piszący o polityce lubi bardziej jedną partię od drugiej. Nie oszukujmy się, że istnieje wzorcowy model obiektywizmu w dziennikarstwie. Jeśli istnieje, chciałbym go poznać. Na ogół ci, którzy określają kogoś mianem obiektywnego, robią to dlatego, że poglądy tej osoby pokrywają się z ich własnymi. Zapewniam, że moja barcelońska sympatia wcale nie przeszkadza mi w podziwianiu madryckiej piłki, którą co tydzień oglądam, i nie jest to czas stracony.

To nie ma żadnego znaczenia. Po meczu Barcelony z Betisem dostałem sporo maili. Ludzie zarzucali mi, że faworyzowałem Betis. No fakt, bardzo zachwalałem postawę tej drużyny. Bo dla mnie to wspaniałe wydarzenie, kiedy lider drugiej ligi odprawia z kwitkiem mistrza Hiszpanii (chodzi o rewanżowy mecz w Pucharze Króla z sezonu 2010/11 - red.). Z perspektywy komentatora - coś fenomenalnego! Pytanie: czego oczekujemy? Zakładamy, że dane spotkanie ogląda więcej fanów Barcelony, dlatego uprawiamy propagandę probarcelońską? No bez sensu. Nie szukajmy konfliktów tam, gdzie ich nie ma.

W Hiszpanii komentujący mecze na siłę wręcz ukrywają swoje preferencje, a i tak każdy wie, komu kibicują. To da się wyczuć. To tak, jakby, mówiąc obrazowo, spotkał mnie pan na ulicy, a ja nie miałbym nogi. I jak ja bym panu o tym nie powiedział, to co: uzna pan, że jestem w pełni sprawny? No nie, widzi pan przecież, że nie mam nogi. W związku z tym stawiam sprawę jasno i uczciwie. Nie ma się co oszukiwać.

- Czyli obiektywizm kończy się zawsze tam, gdzie pojawia się opinia?

- Dokładnie tak. Wie pan, to tak, jak z dziennikarzami zajmującymi się polityką. Można podać w wątpliwość jego wiarygodność, jeśli pisze o scenie politycznej, biorąc przy tym udział w każdych wyborach i zawsze głosując na tę samą partię.

- Ja bym go rozliczał z tego, co na papierze, a nie urnie. Na tym polega obiektywizm.

- Ale dlaczego? Według pana subiektywnych kryteriów, racja, on jest obiektywny. A ja według swojego subiektywnego odczucia twierdzę, że nie jest. Nie da się obiektywnie skomentować meczu. Chyba że dążymy do tego, co serwują nam niemieckie telewizje. Oni są do bólu bezstronni i sprawiedliwi. Ale ich komentarz ogranicza się do: „Messi... Xavi... Iniesta... Tor... (po polsku „gol” - red.)”. Tyle. Ale takie gadanie nie ma sensu. Mogłoby równie dobrze mnie nie być w kabinie komentatorskiej, a ludzie i tak wiedzieliby, kto kopie piłkę.

- To przejdźmy do sportowych aspektów Gran Derbi. Real kiedyś wygra jeszcze ten mecz?

- Nie no, spokojnie, Barcelona dopiero zrównała się z Realem, obie ekipy zwyciężyły w meczu na szczycie po 86 razy, także o żadnej supremacji nie może być mowy. Owszem, teraz przyszły tłuste lata Katalończyków, ale jeszcze nie tak dawno więcej powodów do radości mieli madrytczycy.

Prawdę powiedziawszy, mimo iż jestem kibicem Barcelony, jest mi obojętne, kto wygrywa Gran Derbi, bo ja te mecze i tak oglądam. Zawsze są show, spektakl i fajerwerki. Najlepsi piłkarze świata i wyszkolenie techniczne przyprawiające o ekscytację. Cudo. I, co najlepsze, w każdym kolejnym spotkaniu ten, który ma coś do udowodnienia, staje na uszach, żeby to zrobić. Także w następnym meczu Mourinho stanie już nawet nie na uszach, ale rzęsach. Musi wygrać. I śmiem twierdzić, że już w najbliższym pojedynku się to ziści.

Może być też tak, że Real pokona Barcelonę w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, bo taki scenariusz jest możliwy. Ligę już raczej wygrał, bo siedem punktów przewagi na półmetku tychże właśnie osobliwych rozgrywek to strata okropnie ciężka do nadrobienia. I co wtedy? Kwestia supremacji odchodzi ad acta.

- Spokojnie, to tylko siedem punktów.

- Aż siedem. Realowi powinno to wystarczyć. Liga jest kompletnie zdominowana przez dwa zespoły. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest słaba. Wręcz przeciwnie - w mojej opinii grają tam najlepsze drużyny na świecie, z Realem i Barceloną na czele. Tylko wygrana w Gran Derbi może pozostawić złudzenia Katalończykom. Może jakimś cudem się uda. Bo nie spodziewam się, żeby „Królewscy” nagle zaczęli tracić punkty.

- Nie ma pan wrażenia, że ten magiczny - wręcz momentami jakby wyimaginowany, wymarzony - twór, jakim jest Barcelona, wypala się? Messi to chodząca - albo może trafniejsze będzie określenie: dreptająca - strata piłki, Xavi to już nie ten Xavi et cetera...

- Wszystko, co ludzkie, musi mieć swój element zastoju, kryzysu. Ups, cofam to słowo. To zwykła zadyszka. Z podobnymi zmagał się nasz wielki mistrz Adam Małysz, chluba naszych sąsiadów Michael Schumacher, nawet Mike Tyson kiedyś przegrywał. Ale spokojnie. Po pierwsze, od kiedy pamiętam, Barcelona zawsze w styczniu grała ciut gorzej. Druga sprawa: okej, my możemy dywagować nad tym, czy już jest kryzys, czy jeszcze go nie ma, a co będzie, jeśli ta drużyna jako pierwsza w historii obroni tytuł Ligi Mistrzów? Przecież obaj spalimy się ze wstydu, czytając w czerwcu tę rozmowę. Barcelona wciąż jest głównym kandydatem do wygrania tychże rozgrywek, podobnie jak Pucharu Hiszpanii. W najgorszym wypadku będzie druga w lidze. Jej trzon pojedzie na Euro bronić tytułu. Messi niby jest w gorszej formie, a nie przeszkadza mu to strzelać ponad dwadzieścia goli w lidze na półmetku. Benzema z Higuainem w dobrej formie razem wzięci mają kłopot, żeby tyle uzbierać.

Nie wybrzydzajmy, bo takie rozmowy wyglądają śmiesznie. To tak jakbyśmy obaj lubili sportowe samochody - pan miał Lamborghini Gallardo, ja Bugatti Veyron. I ja nagle mówię: „A, lamborghini... Nie, nie podoba mi się. Szyby jakieś takie nie bardzo”. A pan mnie ripostuje, że w moim aucie lepsze mogłyby być wycieraczki.




08.02.2012-13:55 źródło: futbolnet.pl zdjęcie: fcbarcelona.cat Autor: Michał Bajer Czytano: 1471

Opublikuj: Facebook Twitter Blip Nk.pl Wykop Google Bookmarks
Czy Barcelona awansuje do finału Copa del Rey?

Tak, rozgromimy ich na Camp Nou!
Tak, osiągniemy korzystny rezultat!
Tak, ale dopiero po dogrywce
Trudno powiedzieć
Nie, sensacyjnie odpadniemy po zaciętym meczu
Nie, Valencia pokaże swoją wyższość nad 'Blaugraną'!
zlowieszczy_warkot
zlowieszczy_warkotprywatna wiadomość Dnia: 10.02.2012, 15:13

Wracając. Jeżeli ktoś miałby tu "wkurzać", to tylko dziennikarz, który niektórymi pytaniami i komentarzami pokazywał swój brak wyobraźni i logicznego myślenia. No tak to się wywiadów nie prowadzi...
Gdyby to był wywiad w TV, daliby go do MTV do wpadek miesiąca.
zlowieszczy_warkot
zlowieszczy_warkotprywatna wiadomość Dnia: 10.02.2012, 15:06

Inteligentny i mądry komentator. Jeżeli kogoś wkurzają komentarze, to wyłania się polskie puste społeczeństwo, bo daję sobie rękę uciąć, że 100% "pretensjonalistów" nie wysławia się dobrze w swoim polskim języku, a starają się pokazać, jacy to głupi są inni. Komunikat dla ów ludzi: krytykując go negatywnie pokazujecie swoją ułomność intelektualną, a denerwując się, okazujecie swoje ograniczenie umysłowe, co mogę pięknie zargumentować. Pozdrawiam :)
rynczaselk
rynczaselkprywatna wiadomość Dnia: 09.02.2012, 12:05

poświęćcie proszę kilka minut i posłuchajcie tego komentatora, a przy okazji rozkoszujcie się bramkami.
http://www.youtube.com/watch?v=joc876C6-Bs
~bigapple
~bigappleprywatna wiadomość Dnia: 08.02.2012, 23:34

w Hiszpani obowiazuje jezyk Castellano odmiana Hiszpanskiego dź takze sie mowi jak mamy slowo zamow teraz czyli LLama ahora prawda jest ze obie formy sa poprawne. Natomiast w Hiszpani sa takze dialekty i jest ich cala masa u nas w Polsce to nawet prawidlowo pisac i mowic nie umieja a pretensje wieczne do komentatorow. Ja to moge miec pretensje do komomentatorow w canal+ sport bo jak ktos dzien w dzien siedzi i czyta nazwiska pilkarzy a potem na antene wali gafy to to jest dopiero padaka.Szczegolnie podczas wymowy Xavi 90% ekipy Canal+ wymania blednie.
~Wilu
~Wiluprywatna wiadomość Dnia: 08.02.2012, 22:40

"ale jak na Tello mogą tam mówić Tezio ?" Bo tak też można mówić, jest ot poprawna forma, co zresztą przed chwilą powiedział pan Bartek :) Jak dla mnie fajny komentator, dobrze mi się ogląda mecze Copa del Rey na Sportklubie. A z tym co w wywiadzie jest mówione o T-Shirtach to się podpisuje obiema rękami, nie lubię takiego nadętego podejścia do piłki nożnej.
LukiGK1
LukiGK1prywatna wiadomość Dnia: 08.02.2012, 22:06

Boniek na Euro 2008 na Puyola mówił Puziol. A dzisiaj komentator Bartek rabij powiedział, że na Tello mozna mówić i Tejo i Tello...
miniuapril dobrze napisał, że Rabij czasami wkurza, a czasem nawet konkretnie gada. Uważam tak samo. ;)
lola289
lola289prywatna wiadomość Dnia: 08.02.2012, 15:17

Ja nie lubię komentatorów na sportklubie, może dobrze czyta ,,Alves" ale jak na Tello mogą tam mówić Tezio ? Nie wiem jak innych mnie to po prostu irytuje i zazwyczaj po prostu ściszam albo wyłączam głos.
miniuapril
miniuaprilprywatna wiadomość Dnia: 08.02.2012, 14:05

Rzeczywiście, czasami wkurza, a czasem nawet konkretnie gada. Pozdro dla Pana Bartka!!!
Visca El Barca!!!!

Dodaj komentarz

Kod bezpieczeństwa
top
koszulki piłkarskieSiła Marzeń Tajemnice Sukcesu FC Barcelona