|
Messi - numer jeden
Niech Bóg błogosławi Messiego. Jeżeli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości - w minioną sobotę, w spotkaniu z Atletico Madryt, Leo przypieczętował swoją fantastyczną formę i stał się oficjalnym królem futbolu naszych czasów. Podobną sytuację przerabiał w zeszłym roku Cristiano Ronaldo, wszystko wskazuje jednak na to, że ani Portugalczyk, ani Sergio "Kun" Aguerro nie są w stanie zagrozić napastnikowi Barcelony detronizacją z tronu.
Po tym, jak Diego Maradona skrytykował młodego Argentyńczyka za zbyt samolubne poczynania na boisku, Messi postanowił udowodnić wszystkim, że legendarny piłkarz mylił się. Leo pracował jeszcze ciężej, ograniczał kontakty z prasą i, mówiąc kolokwialnie, robił swoje. W ostatni weekend potrzebował zaledwie czterech minut, aby najpierw pokonać Coupeta, a później wypracować sytuację, po której został podyktowany rzut karny. Dwie akcje Messiego otworzyły Barcelonie w mniej niż pięć minut drogę do wyniku, o którym marzyła od kilku miesięcy.
"Czy byłem dziś bardziej umotywowany? Zawsze dążę do doskonałości, nigdy nie odpuszczam. Znałem rangę rywala i wiedziałem, że to bardzo ważne spotkanie" mówił po meczu.
Trzy ostatnie spotkania (z Betisem, Espanyolem i Szachtarem) były dla Barcy w pewien sposób decydujące, ponieważ dawały możliwość "podskoczenia" w tabeli i zrobienia kolejnego małego kroku w kierunku objęcia prowadzenia w lidze. Argentyńczyk zapewnił, że, mimo pokonania Atletico 6:1, "do kazdego pojedynku podchodzę tak samo, zawsze zależy mi na wygranej, nie skupiam się ani na przeszłości, ani przyszłości."
| Autor: Anna Pyszkowska |
Data: 06.10.2008, 17:40:00 |
źródło: MD |
Ocena: 0.00 |
|
|
|
Zapraszamy do komentowania artykułu [7]
|