|
Wywiad z Jordim Moixem
Grupa popierająca w wyborach prezydenckich Sandro Rosella przygotowuje się do decydującego starcia. Jordi Moix, jako jedna z osób współpracujących kiedyś z klubem (w 2005 roku zrezygnował z pracy w Barcelonie) oraz popierająca byłego działacza Azulgrany analizuje szanse zarówno Rosella, jak i Laporty w wyścigu o fotel głowy zarządu.
Jakie prognozy w sprawie wyborów?
"Cała sytuacja będzie się jeszcze rozwijać. Nie musimy się bać, że partner powie coś niestosownego, ponieważ jesteśmy świetnie zorganizowanie. Ta organizacja będzie także dobrze działała, jeżeli Rosell wygra wybory. W 2003 także istniała podobna inicjatywa, Gaspart odszedł i każdy chciał zrobić coś nowego, ale nie zadziałała."
Jakie elementy będą się liczyły przy oddawaniu głosu, na co wyborcy zwrócą szczególną uwagę?
"Na to, kto ma więcej do zaoferowania oraz o pewność, że nikt nie zmieni postanowień. Na przykład: było obiecane, że patrymonium nie zostanie sprzedane, a Can Rigalt sprzedał. Było także mówione, że nie powinno wydawać się całej masy pieniędzy na transfery. I co? Kilka lat temu, kiedy jeszcze pracowałem w Barcelonie, za trzech piłkarzy płaciło się 6 milionów (Belletti, Sylvinho i Gio). W zeszłym roku za Abidala wydano piętnaście, na Zambrottę 14, a teraz chcą wydać trzydzieści pięć. To tylko pokazuje, że prezydent szasta pieniędzmi. Jeżeli to my dojdziemy do władzy, nie będzie takich rzeczy."
Dlaczego wybory powinny być cenzurowane?
"Chodzi o to, żeby każdy głosował za tym, co najbardziej mu odpowiada, za jakimś konkretnym planem. Teraz trzeba mówić o tym, do czego chce się dążyć, kiedy jest jeszcze czas. O inwestycjach, o finansach. Laporta i Soriano nigdy nie zrozumieli, jak kredytjest ważny, i teraz mamy tego efekty. W 2003, kiedy przyszedł do klubu, mieliśmy pieniądze i bank chciał od nas spłaty kredytu zaciągniętego przez naszych dziadków. Teraz mamy długi, zaciągnięte w ciągu kilku ostatnich lat."
Jeżeli powiedzą, że im już zaczyna ciążyć...
"W 2003 klub miał zaciągnięte 140 milionów, teraz około 300. Ta suma, około stu pięćdziesięciu milionów różnicy, to klauzula Ronaldinho i kontrakt telewizyjny. Połowa, 75 milionów, mogłaby wypłacić wszystkich zawodników, a druga zredukować sytuację w klubie, na przykład stadion. Problem polega na gaży zawodników, którzy są rozpuszczeni, bo nikt nigdy nie potrafił powiedzieć im "nie"."
Może chodzi o to, że byli mistrzami Europy i wszyscy na rynku chcieli ich wykupić?
"Nie. Kłopot w...
poprzednia |1 | 2 |następna
| Autor: Anna Pyszkowska |
Data: 03.07.2008, 11:58:00 |
źródło: Sport.es |
Ocena: 0.00 |
|
|
|
Zapraszamy do komentowania artykułu [1]
|